Żłobki zostaną wyłączone spod kurateli resortu zdrowia. Sejm postanowił, że żłobkami najlepiej zajmie się resort pracy i polityki społecznej, co oznacza, że nie będą już ZOZ-ami.
Natomiast wszelkie kwestie w tej sprawie ma uregulować ustawa o świadczeniach rodzinnych.
- Traktują nas jak niechciane kukułcze jajo. Raz nam mówią, że wciągną nas w system oświaty, teraz, że pieczę nad nami będzie miało ministerstwo pracy i polityki społecznej - mówi zaskoczona Elżbieta Gładkowska, dyrektorka żłobka w Raciborzu.
Problem ze żłobkami od lat spędza sen z powiek rodzicom. Ich liczba się drastycznie kurczy. W Polsce jest obecnie ok. 380 placówek, w tym kilkanaście niepublicznych. Opieką obejmują zaledwie 50 tys. dzieci. Na dodatek popyt na żłobki jest coraz większy, a łóżeczek nie przybywa. Chętnych do zakładania prywatnych żłobków również brakuje, między innymi za sprawą przepisów. Obecne żłobki mają status zakładów opieki zdrowotnej, dlatego obowiązują w nich tak rygorystyczne przepisy dotyczące wymogów technicznych i sanitarnych, jak w szpitalach i klinikach. Każda grupa dzieci musi mieć dostęp do izolatki, oraz opiekę pielęgniarską.
- Niektóre obostrzenia pochodzą jeszcze sprzed kilkudziesięciu lat, dlatego zdajemy sobie sprawę, że zmiany są konieczne, ale chcielibyśmy, aby były wprowadzane z należną dla problemu rozwagą - mówi Gładkowska.
Żonglowanie żłobkami trwa od lat, jednak najgoręcej zrobiło się przed kilkoma miesiącami, kiedy powstał poselski projekt, zmierzający do włączenia dzieci w wieku od 4. miesiąca życia do 3. roku w system oświaty. Żłobek miał mieć status szkoły. Taki pomysł przyjęto wręcz z niedowierzaniem. Jeszcze do wczoraj niektóre placówki na Śląsku sądziły, że pomysł niektórych posłów się ziścił i od przyszłego roku będą musieli szukać pedagogów. Teraz już wiadomo, że te placówki podlegać będą resortowi pracy.
- Przesunięcie żłobków do oświaty byłoby przesadą, bo to placówka typowo opiekuńcza, a nie edukacyjna - mówi Maria Nowak, posłanka PiS.
- Problem ze żłobkami jest jednak bardziej złożony, zwłaszcza w kwestii przynależności. Część z nich podlega bezpośrednio wydziałom edukacji, inne ośrodkom pomocy społecznej, a są też takie, które są adresowane jako pomoc dla najbiedniejszych. Moim zdaniem z jednej strony żłobek jako ZOZ nie jest dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza gdy mamy na względzie rygorystyczne wymogi, ale z drugiej strony pojawia się rozwiązanie, które może spowodować zamieszanie w kwestiach związanych z opieką - uważa Adam Dylus, dyrektor żłobka w Katowicach.
- Obecnie w żłobkach pracują wykwalifikowane pielęgniarki, opiekunki medyczne oraz lekarze na ćwierć etatu. Profilaktyka przy przyjmowaniu dziecka jest koniecznością. Obawiam się, że kiedy stracimy status ZOZ-u zabiorą nam etaty lekarza, a pielęgniarki, które nie będą wykonywać zawodu w służbie zdrowia przez pięć lat, stracą uprawnienia. Dlatego koniecznie trzeba wprowadzić nowe normy i obostrzenia, inaczej żłobek może się stać zalążkiem epidemii, a rodzice zamiast w pracy będą z dziećmi w domu. To się może zemścić - dodaje Dylus.
Jak miałoby wyglądać przejęcie żłobków? Tego jeszcze w ministerstwie pracy i polityki społecznej nie wiedzą. - Nas tak naprawdę jeszcze nikt oficjalnie o niczym nie poinformował. Wiemy jednak, że przepisy dotyczące funkcjonowania tych placówek trzeba koniecznie uprościć, stworzyć nowy system opieki nad dziećmi. W tej chwili trwają przymiarki do programu dla dzieci w wieku od 0 do 3 lat %07- wyjaśnia Bożena Diaby, rzeczniczka resortu pracy.
Taka zmiana, zdaniem rządu, może uprościć zakładanie żłobków przez osoby prywatne. Pojawił się nawet pomysł otwierania prywatnych miniplacówek za państwowe pieniądze przy zakładach pracy. - Właściwie nie jesteśmy ani żłobkiem, ani przedszkolem, tylko placówką opiekuńczą wzorowaną na podobnych, które powstają w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. Na razie nie planujemy zmiany nazwy na żłobek, czy przedszkole, ponieważ te przepisy niczego nie zmienią w naszej sytuacji - dodaje Agata Głąb, założycielka "Baśniowego Domku" w Katowicach.
- Rządowi spodobał się francuski model opieki, czyli jedna mama siedzi w domu z trójką dzieci. Nie wyobrażam sobie, że ktoś pilnuje swoich i cudzych dzieci w bloku - mówi dyrektorka jednego ze żłobków
Komentarze:
| MsRen | Moje dziecko chodzi do żłobka i tydzień jest w żłobku a tydzień lub dwa chore w domu. Lekarz i pielęgniarka w żłobku na wiele się przydają... dzwonią, aby zabrać dziecko do domu, bo ma katar. | |
| 2008-10-29 13:45 | ||
